Marzenia są początkiem każdej podróży. Przynajmniej tak to działa u mnie. Bez nich nie byłoby podróży do Rosji i Chin pod koniec studiów, samotnej podróży przez Afrykę dwa lata później czy późniejszych decyzji, by wyprawy w różne części świata nie ograniczały się do dwudziestu kilku dni urlopu. Jakie miejsca mi się marzą, ale nie mają jeszcze terminu realizacji? Wypisałem ich 14.
Postanowienia noworoczne
Najzabawniejszym dniem dla psychologów jest 15 stycznia. Właśnie w połowie pierwszego miesiąca połowa ludzi porzuca swoje postanowienia noworoczne. Są takie badania, które mówią, że do końca roku wytrwa w nich jedynie 8%.
Oczywiście łatwiej jest snuć marzenia podróżnicze, niż faktycznie później je zrealizować. Często początkowa wizja jest zdecydowanie bardziej optymistyczna od tego, co wydaje się możliwe. Po początkowej euforii i haśle: „jedziemy!”, trzeba zabrać się do planowania, na co wiele osób nie ma czasu, ochoty lub doświadczenia, żeby zrobić to dobrze.
Przy odpowiedniej dozie samozaparcia oraz odpowiednim rozłożeniu priorytetów, krok po kroku taka wizja nabiera kształtu, a kolejne trudności dajemy radę przezwyciężać. W styczniu na bloga trafi artykuł o tym, jak przygotować pierwszą dużą podróż. Podzielę się swoimi doświadczeniami z 11 lat podróżowania. Nie trzeba uczyć się na własnych błędach 😉
Marzenia w cele
Do tej pory pamiętam picie wina w Dubrowniku, w czasie którego z moją koleżanką snuliśmy plany na kolejne podróże (jechaliśmy wtedy przez Bałkany). Po sporej ilości wina padł pomysł podróży przez Rosję Koleją Transsyberyjską. Chyba każdy może ze swojego doświadczenia przytoczyć taką historię – duże marzenia w czasie imprezy, a na następny dzień cała wizja się ulatnia 😉
U nas było podobnie. Gdy zaczęliśmy o tym myśleć realnie, to wydawało się bardzo trudne – nie mieliśmy kasy, nie znaliśmy języka, mieliśmy wątpliwości co do bezpieczeństwa. Pomysł jednak kiełkował i finalnie w 2010 roku ruszyliśmy z Moskwy w kierunku Władywostoku, spędzając później miesiąc w Chinach oraz tydzień w Malezji.
Ta podróż dużo przewartościowała w mojej świadomości i pobudziła ciekawość. Już wtedy wiedziałem, że chcę odkrywać inne zakątki świata. Co prawda nie miałem jeszcze pomysłu, jak moje podróże finansować oraz jak pogodzić to z życiem zawodowym, ale przecież nie trzeba mieć wszystkich odpowiedzi na początku drogi. Kiedyś opiszę cały proces, przez który przeszedłem od pierwszej podróży do obecnego momentu.
Zacząłem szukać jakiegoś bardziej ambitnego kierunku i wiedziałem, że chcę wyruszyć sam. Samotna podróż przez Afrykę Środkową i Południową była bardzo ważnym doświadczeniem dla mnie. Trwała 4,5 miesiąca. Każdemu zresztą polecam przynajmniej raz w życiu wyjechać w ponad miesięczną podróż bez towarzystwa.
Potem już ewolucja podróżnicza przyspieszyła – była wyprawa do Iranu (relacja trafi na bloga w 2019 roku), Ameryki Środkowej i Południowej, zima na Dominikanie, teraz czas na Meksyk. Jakie miejsca marzą mi się w bliżej nieokreślonej przyszłości?
Marzenia podróżnicze
Aby łatwiej Wam się czytało, podzieliłem marzenia podróżnicze na cztery kategorie – city breaks (czyli krótkie wyjazdy, najczęściej około tygodnia), wyzwania sportowe, dłuższe podróże (od miesiąca w górę) oraz miasta, w których chciałbym zamieszkać. Poniższa lista opisuje moje marzenia podróżnicze na dzień 10.01.2019. Lista będzie aktualizowana. Gdyby ktoś chciał wspomóc realizację któregoś z tym pomysłów, zapraszam do kontaktu. A jakie są Wasze marzenia? Piszcie w komentarzach 🙂
City breaks
Moją filozofię krótkich wyjazdów w ciągu roku wraz z listą ośmiu porad, jak go przygotować, żeby wycisnąć jak najwięcej, znajdziesz tutaj. Większość tych wyjazdów przychodzi mi do głowy dość spontanicznie. Zwykle jak mam dwa dni wolnego z rzędu, to drugiego kupuję jakieś bilety 😉 Z tego powodu lista krótkich city breaks będzie raczej krótka. Większe marzenia i plany podróżnicze zaczynają się nieco dalej.
1. Białe noce w St. Petersburgu
Petersburg chodzi po mojej głowie od czasu podróży do Rosji, czyli już naprawdę długo 😉 Miasto carów położone nad Newą było śmiałą wizją cara Piotra I – ot, tak na podmokłych terenach zatoki Morza Bałtyckiego wznieść miasto, które będzie wizytówką Rosji. Do realizacji zaprosił najwybitniejszych architektów. Miasto znane jest również z literatury. Tu rozgrywa się chociażby akcja Zbrodni i kary Dostojewskiego.
Chciałbym pojechać do Petersburga w czasie „białych nocy”, czyli okresie mniej więcej między połową maja a połową lipca, kiedy słońce zachodzi tylko na krótką chwilę, a niebo przez większą lub mniejszą część nocy pozostaje jasne. To szczególny czas dla tego miasta.

2. Izrael – Biblia i start-upy
Jak już pisałem w tekście o długich weekendach, mieliśmy już dwa nieudane podejścia do Izraela. Za drugim razem posiadaliśmy już nawet bilety lotnicze, ale musieliśmy zrezygnować. Nie była to łatwa decyzja, ale wiem, że jest to tylko kwestią czasu, kiedy tam polecimy.
Izrael fascynuje mnie na wielu poziomach – religijnym (miejsce ważne dla trzech wielkich religii), cywilizacyjnym (wpływ myśli biblijnej na rozwój tożsamości i kultury europejskiej), politycznym (państwo judaistyczne otoczone przez kraje arabskie), rozwojowym (w 70 lat z pustynnego skrawka ziemi przeszli do nowoczesnego państwa bazującego na wiedzy). Doświadczenie różnorodności krajobrazów, miejsc i ludzi od nowoczesnego Tel Avivu, przez podzieloną Jerozolimę, Morze Martwe i pustynie, aż do wybrzeża w Eilat będzie celem naszego city breaku.

3. „Małomiasteczkowa” Anglia (Salisbury, Bath)
Czytając kilka dobrych lat temu o koncepcji tworzenia przyjaznej przestrzeni miejskiej, nazywanej legible city, na przykładzie Bristolu, narodził się w mojej głowie pomysł zobaczenia Wielkiej Brytanii innej niż ta wielkomiejska.
Oczywiście sam Bristol do małych nie należy (430 tys. mieszkańców). Będąc w tych okolicach, chciałbym zobaczyć takie miejsca, jak Bath (uzdrowisko już w czasach rzymskich, na liście UNESCO), Salisbury (małomiasteczkowa architektura, piękna katedra) oraz Stonhenge.
Sportowe wyzwania
4. Rowerem dookoła Jeziora Bodeńskiego
Niektóre podróże zaczynają się od przeglądania zdjęć. Gdy zobaczyłem Jezioro Bodeńskie z różnych perspektyw, pomyślałem, że chciałbym odkrywać je niespiesznie z siodełka roweru. Podstawowa trasa ma około 360 kilometrów i wiedzie przez Niemcy, Szwajcarię i Austrię. Bez większego wysiłku można całość przebyć w tydzień.

5. Udział w Maratonie Berlińskim
Trasa maratonu w Berlinie jest najszybszą na świecie. W ostatnich latach niemal co roku ustanawiany jest tu nowy rekord świata. Nie bez powodu Maraton Berliński jest na liście 10 najbardziej prestiżowych maratonów na świecie. W swoim życiu przebiegłem 3 maratony i 5 półmaratonów. Chciałbym spróbować swoich sił w tym biegu.
Sprawa zdobycia numeru startowego nie jest jednak wcale prosta. Większość pakietów startowych jest losowana – po prostu zapisujesz się na listę i liczysz na łut szczęścia. Trzy inne opcje to genialny czas (w mojej kategorii wiekowej 2:45 w ostatnich dwóch latach), kupno pakietu przez tour operatora bądź przekazując stosowną kwotę na organizację charytatywną.

6. Wejście do base camp Mt. Everest/Annapurna
Chciałbym wyruszyć w naprawę wysokie góry i poczuć ich potęgę. Kiedy czyta się książki naszych himalaistów, można poczuć niesamowity klimat tego miejsca. Jednak ciągle brakuje mi w tym wszystkim możliwości porównania ich doznań z moimi własnymi.
W tej wyprawie nie chodzi o jakieś szczytowe osiągnięcia. W zupełności wystarczy mi dwutygodniowy trekking do base campu jednej z gór – Mt. Everest albo Annapurna. Już cieszę się na przepiękne widoki.

Dłuższe podróże
7. Sowietstany
O swojej fascynacji Sowietstanami wspomniałem już w artykule o miejscach off the beaten track do odwiedzenia w 2019 roku. Na samej górze mojej listy jest Kirgistan (powody opisałem we wspomnianym artykule).
Na kolejnym miejscu listy jest Kazachstan. Od 20 lat trwa budowa nowoczesnej stolicy, a szeroko płynący strumień pieniędzy ze sprzedaży ropy naftowej i gazu pozwala realizować bardzo ambitne pomysły. Astana była zresztą gospodarzem wystawy EXPO w 2017 roku.
W styczniu pojawiła się informacja o zniesieniu wiz dla Polaków w Uzbekistanie. Od 1.02.2019 będzie można bez wizy spędzić w Uzbekistanie nawet 30 dni.
8. Japonia szinkansenem
Uwielbiam jeździć pociągami. Przesuwające się i zmieniające krajobrazy za oknem, łagodne kołysanie wraz z przyspieszaniem. Bardzo mnie to relaksuje. Może poza jeżdżeniem PKP – tu zbyt dużo mam złych doświadczeń z IC i TLK 😉 Opcja przemierzenia Japonii jednym z najszybszych pociągów na świecie jest bardzo kusząca.
Kiedyś słyszałem od znajomej architektki, że aby wyrobić sobie wrażliwość na architekturę, trzeba odwiedzić trzy kraje – Włochy, żeby zanurzyć się w architekturze antycznej, Finlandię, żeby poznać skandynawskie podejście do przestrzeni oraz Japonię, żeby poczuć filozofię Dalekiego Wschodu.
Trasę Tokio-Kyoto (500 km) można pokonać w 2 h 20 min! Oba miejsca zresztą pokazują dwa zupełnie inne wymiary odkrywania Japonii. Do tego bardzo zależy mi na wejście na szczyt góry Fuji. Na ten moment trafiły w moje ręce książki Joanny Bator o Japonii, świetna książka Anny Ikeda Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji oraz interpretacje Wielkiej fali w Kanagawie.
9. Wyprawa na Antarktydę
Mamy w domu taką mapę-zdrapkę, z której ścieramy kraje, które już odwiedziliśmy. Wielką przestrzeń zajmuje Antarktyda. Któregoś dnia zainteresowało nas to, na ile możliwe, a nawet bardziej – jak droga byłaby podróż na Antarktydę. W zasadzie po kilku godzinach poszukiwań okazało się, że rejs wcale nie jest kosmicznie drogi. Jest nawet polska załoga, która realizuje takie eskapady.
10. Ameryka Południowa
Szczerze, to ponowna podróż w tę część świata jest najbliższa naszemu sercu. Z dużym niedosytem wracaliśmy z Ameryki Południowej. Dystanse są tam po prostu olbrzymie, że aż na podróż lądem z północy na południe trzeba przeznaczyć przynajmniej kilka miesięcy. Marzy mi się podróż od Cartageny w Kolumbii do Ushuaia na samym południu Argentyny, a może uda się to połączyć z rejsem na Antarktydę? Kto wie.
11. Podróż dookoła świata
Niczym Phileas Fogg okrążyć glob w czasie jednej podróży. Zapewne wielu powie, że to najbardziej oklepane marzenie podróżnicze. Szczerze mówiąc, to w ogóle mnie takie opinie nie ruszają. Tym bardziej, że w większości pochodzą od ludzi, którzy takiej podróży nie odbędą.
W tym wypadku dałbym sobie nieco więcej czasu niż główny bohater w powieści W 80 dni dookoła świata. Myślę, że pół roku to byłby wystarczający czas, aby okrążyć świat i zebrać mozaikę wrażeń dotyczących tego, jak żyją ludzie na różnych kontynentach.

Zamieszkać
Doświadczanie nie zawsze musi wiązać się z przemieszczaniem na wielkie odległości. Są trzy miasta, w których chciałbym zamieszkać na przynajmniej miesiąc, żeby móc je poznać wolniej, niż to zwykle ma miejsce w przypadku wyjazdów turystycznych. Miesiąc to takie minimum, by zarówno poznać najważniejsze miejsca, odkryć mniej turystyczne kąty, a także przez krótką chwilę uczestniczyć w życiu miasta.
12. Londyn
Wiele lat temu byłem na spotkaniu autorskim książki W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu). Pomysł, by przemierzyć Londyn śladami podróży z powieści Juliusza Verne’a, bardzo mi się spodobał. Co prawda nie mam zamiaru takiego konceptu powtórzyć, niemniej jednak Londyn przyciąga mnie swoją różnorodnością, wielokulturowością, dynamizmem, ogromem i historią.

13. Barcelona
Zabawnie jest sobie uświadomić, że Freddie Mercury z Montserrat Caballe w duecie wykonał słynną Barcelonę w roku, kiedy się urodziłeś 😉 Dzieła Gaudiego, katalońska kuchnia, fiesty, szaleństwo na punkcie piłki nożnej, słynna La Rambla, niezależność i poczucie odrębności. Wszystko to sprawia, że pomimo złego PR-u związanego z wieloma kradzieżami na turystach, chciałbym spędzić w tym mieście więcej czasu.
14. Nowy Jork
To miasto jest na mojej liście, od kiedy pamiętam. A ponieważ był to wybór raczej intuicyjny, nie do końca umieć przedstawić konkretne powody, dla których chciałbym zobaczyć Nowy Jork. Bardzo lubię miasta i możliwość zamieszkania w jednym z centrów współczesnego świata bardzo mnie kusi.
Mam takie wyobrażenie, że poznawanie tego miasta jest procesem wielowarstwowym i wielostopniowym. Na powierzchni są klasyki – amerykańskie drapacze chmur, słynne Wall Street, Statua Wolności, Central Park i słynna 5. Aleja, Most Brooklliński. Co przyniesie dalsza eksploracja miasta? Zobaczymy na miejscu 😉


2 komentarze
Fuji-san koniecznie o wschodzie słońca! Wrażania są niesamowite 🙂
Dzięki za podpowiedź 🙂 Gdy to się uda na pewno wrzucę zdjęcia 🙂
Comments are closed.