fbpx

MDB #23: Roma – inny Meksyk

przez Piotr Łącki

Wielkimi krokami zbliża się Oscarowa noc. Jednym z faworytów jest film „Roma”, nakręcony w dzielnicy México City o tej samej nazwie. Roma była naszym domem przez większość czasu w stolicy. Zapraszam o tekst o filmie i współczesności.

 

Pierwsze wrażenia z México City

México City przywitało nas plątaniną autostrad i tras szybkiego ruchu. Od kolejnych ślimaków, łączników i kilometrowych korków mogło zakręcić się w głowie. Było sobotnie przedpołudnie, ale skala ruchu przypominała dzień pracujący. Choć w metropolii, którą zamieszkuje 20 milionów ludzi, każdy dzień jest kieratem. Powoli poruszaliśmy się autobusem w kierunku serca przerośniętego organizmu, który zdawał się rozwijać samorzutnie, wiedziony bardziej instynktem niż planem.

 

Powietrze było szare, a kolejne budynki przedmieść miały stanowić nocne schronienie dla ich mieszkańców, ale nic poza tym. Brzydka architektura, upchana w rozciągającej się po horyzont przestrzeni, z zakratowanymi oknami i rozbitym szkłem na murach chroniącym dostępu do wnętrza, towarzyszyła nam już od dłuższego czasu.

 

Po kilkunastu godzinach w autobusie z Ciudad del Carmen zacząłem się zastanawiać, czy odwiedzenie stolicy w ogóle ma sens. Miasta w tej części świata rzadko są piękne, a pęd i anonimowość mas ludzkich rzadziej pozwala na znalezienie przyjaznej i pomocnej twarzy w tłumie. Zwykle też duże miejscowości są bardziej niebezpieczne.

 

Wjeżdżaliśmy właśnie do miasta, w którym dziennie zabitych zostaje 3,1 osoby. W oczekiwaniu na autobus oglądaliśmy lokalne wiadomości. Stacja telewizyjna pokazywała nagranie z kamer z zakładu fryzjerskiego w México City, który został napadnięty przez trzech sprawców. Jeden z nich pogroził bronią, a klienci bez zbędnych targów oddali portfele. Nocą, nieznani – choć w tym przypadku raczej nie anonimowi – sprawcy podpalili zakład. Te rozmyślania i tak już nie miały sensu – właśnie dojeżdżaliśmy na dworzec TAPO, jeden z dwóch największych w stolicy.

 

 

Roma – życie w filmowej dekoracji

Dlaczego wybraliśmy Romę na miejsce, gdzie mieliśmy się zatrzymać? Odpowiedź jest prosta i w gruncie rzeczy przewidywalna. Krótko przed wyjazdem obejrzeliśmy film. Najpierw zrobiła to Sandra, a potem zobaczyliśmy go wspólnie. Alfonso Cuarón, reżyser filmu, jako przestrzeń zdarzeń swojej częściowo autobiograficznej opowieści, wykorzystał dzielnicę, w której się wychował.

 

W intymnej historii rodzinnej przedstawionej w filmie odbija się społeczna i polityczna historia Meksyku lat 70. XX wieku. Przypuszczam, że wiele osób film może znudzić. Nie ma tu wartkich zmian akcji czy napięcia budowanego za pomocą dynamicznych zdjęć. Zapowiedź stylu reżyserii dostajemy już w pierwszym, długim ujęciu sprzątania podjazdu domu.

 

W powolny sposób dowiadujemy się jednak o hierarchii rodzinnej i społecznej, o rozstaniach i porzuceniu, o roli białych i indiańskich mieszkańców w dokonującym się rozwoju kraju, o narastających społecznych napięciach, które znajdą ujście w mordowaniu protestujących studentów. Wszystko w odcieniach czerni i bieli. Zagrane w znakomitej większości przez amatorów.

 

Właśnie ta historia sprawiła, że zainteresowaliśmy się Romą. Postanowiliśmy zobaczyć, jak wygląda tu życie nieco ponad 40 lat po wydarzeniach przedstawionych w filmie. Gdyby ktoś jeszcze go nie obejrzał, to bardzo polecam. Będziemy mu kibicowali w oscarową noc.

 

Od 27.01.2019 przez 5 tygodni zapraszam na daily bloga z podróży po Meksyku. Jedziemy we dwójkę, z plecakami. Lokalnymi środkami transportu będziemy odkrywać najciekawsze miejsca na południe od Mexico City. Zapraszam codziennie o 18:00 na kolejny wpis na bloga 🙂 Wszystkie wpisy znajdziesz pod tym adresem: plecakpodroznika.pl/podroze/meksyk

Dowiedziałeś się czegoś ciekawego? Chcesz być na bieżąco? Polub plecakpodroznika.pl na Facebooku!  Każdy lajk daje zastrzyk pozytywnej energii do dalszego pisania. Z góry dzięki! 🙂 

 

Jak wygląda Roma współcześnie?

Colonia Roma, bo tak oficjalnie nazywa się ta część miasta, powstała na początku XX wieku jako kolonia dla arystokratów i Europejczyków. Mimo trzęsienia ziemi w 1985 roku, można ciągle podziwiać wiele budynków z pierwszej połowy XX wieku. Dużo dobrej architektury znajdziemy w okolicach Plaza Río de Janeiro.

Zadrzewione ulice, stylowe budynki i modne restauracje stoją w wyraźnej opozycji do tego, co widzieliśmy z okien autobusu, wjeżdżając do stolicy. Ma się wrażenie, że człowiek trafił do jakiegoś równoległego świata, do jakiejś bezpieczniej bańki mydlanej. Ten kontrast jest bardzo wyraźny. Szczególnie, gdy oba obrazy dzieli niewiele ponad 2 godziny – od jazdy autobusem do naszego pierwszego spaceru.

Diego, nasz kolega, który oprowadził nas po stolicy, na wieść o tym, że mieszkamy w Romie skwitował jednym zdaniem: „To hipsterska dzielnica, to nie jest prawdziwy Meksyk”. Potwierdził tym samym nasze wrażenia z pierwszego popołudnia, choć to, czym jest ten „prawdziwy Meksyk”, to kwestia otwarta. Sprawa jest trudno definiowana. Podobnie do tego, jak miałbym duży problem, żeby odpowiedzieć na pytanie, czym jest „prawdziwa Polska”. Każdy nosi w sobie nieco inną odpowiedź.

Wyrazem współczesnych ambicji i stylu życia dzielnicy jest Mercado Roma. Targiem jest tylko z nazwy. Przypomina raczej warszawską Halę Koszyki. Modne restauracje, bary, kawiarnie skoncentrowane na stosunkowo niewielkiej powierzchni.

Przeciwwagą dla stylu tam panującego jest Mercado Medellín. Nazwa targu nawiązuje do kolumbijskiego miasta, które stało się sławne przez działalność narkotykową Pablo Escobara. Znajdziecie tu świetne owoce i warzywa, ale przede wszystkim comedory z jedzeniem również z Ameryki Południowej. Zdecydowanie jest to bardziej egalitarna przestrzeń.

Jeśli będziecie w Romie, to zdecydowanie warto, byście odwiedzili Churrería El Moro (działają od 1935 roku). Sprzedają absolutnie najlepsze churros, jakie mieliśmy okazję zjeść w Meksyku. Przy ich pakowaniu poproście koniecznie o cynamonową posypkę i kupcie sos czekoladowy. Nie będziecie tego żałowali i zapewne następnego dnia wrócicie po jeszcze.

Roma to takie miasto w mieście. Wizyta w tej dzielnicy nie pomoże nam odpowiedzieć na pytanie, jak żyje się w México City. Pozwoli na odkrycie jedynie skrawka obrazu i będą to raczej okruszki z bogatego stołu.

Przeczytaj również

2 komentarze

Piotr Łącki 27 lutego 2019 - 05:36

Dobrze przewidziałeś nastroje. Myślę, że nominacja za głównej bohaterki była również docenieniem faktu, że Yalitza Aparicio uniosła tę rolę mimo że jest amatorką.

Damian 24 lutego 2019 - 07:33

Film jest jak życie głównej bohaterki. Był ciekawy, i ładny. Jestem jednak zaskoczony, że otrzymał AŻ tyle nominacji, w tym dla najlepszej aktorki – ta rola była przejmująca, ale jednak apatyczna. Rozumiem, że filmowi należy się nominacja za historię, za konwencje, za subtelne pokazanie podziału społecznego, który podejrzewam, że od tamtego czasu jest już tylko bardziej spotengowny, ale gdzieś wewnętrznie nie rozumiem tej nominacji dla głównej bohaterki. Może dlatego, że widziałbym w tej nominacji Kulig. Ja trzymam kciuki jednak za Zimną Wojnę. Obawiam się tylko, że Akademia przydzieli nagrody politycznie – aby wesprzeć Meksykanów, w czasach konfliktu o migracje i dać wyraz dezaprobaty dla budowy muru Trumpa. Dzisiejsza noc pokaże.

Comments are closed.

Close