fbpx

MDB #15: W poszukiwaniu pięknej plaży nad Zatoką Meksykańską

przez Piotr Łącki

Po 1,5 tygodnia w podróży nabraliśmy ochotę na plażowanie i spacery na wybrzeżu. I tak udaliśmy się na poszukiwanie pięknej plazy nad Zatoką Meksykańską.

 

Vamos a la playa

W okolicach Cancun pogoda nas nie rozpieszczała. Co drugi dzień miało padać bądź prognoza zapowiadała spore zachmurzenie. Opuściliśmy więc wybrzeże, kontentując się na innych atrakcjach Jukatanu. Relacje z tych dni znajdziesz pomiędzy 5 a 12 odcinkiem.

Po jakimś czasie nabraliśmy jednak ochotę na plażowanie i spacery na wybrzeżu. Postanowiliśmy więc odwiedzić miejsca, gdzie wg. miejscowych plaże są najlepsze. Tak trafiliśmy do Sebancuy, spokojniej i sennej miejscowości. Kolejnego dnia, z kiczowatą piosenką na ustach, ruszyliśmy tuk-tukiem na plażę.

Meksykańskie empanady

Zanim jednak ruszyliśmy na plażę, postanowiliśmy pójść za rekomendacją spotkanego dzień wcześniej Juana Carlosa i zjeść empanady z krewetkami.

Kochamy empanady co najmniej od czasu naszej podróży na Dominikanę. Wtedy empanady z jajkiem były naszym ulubionym śniadaniem. Na blogu znajdziecie przepis, jak zrobić je w domu.

Empanady w Meksyku okazały się inne niż na Dominikanie. Po pierwsze do przygotowania ciasta wykorzystano mąkę kukurydzianą. Po drugie zawierały mniej tłuszczu niż te, które do tej pory znaliśmy. I co najważniejsze – farsz stanowiła cała masa krewetek. To był bardzo dobry początek dnia.

Plaża w Sabancuy

Plaża w Sabancuy okazała się bardzo przyjemna wizualnie. Biały piasek przechodził płynnie w turkusową wodę. Wybraliśmy się na spacer wzdłuż wybrzeża. Na plaży byliśmy sami. W ciągu 1,5h spotkaliśmy zaledwie jedną osobę!

Plaża jednak słabo nadawała się na dłuższe leżenie. W zasadzie zupełnie pozbawiona była palm bądź innych możliwości schowania się przed upałem. Dodatkowo, dosłownie przy plaży, znajduję się główna droga wybrzeża – szum aut był odczuwalny i nie do końca pozwalał się zrelaksować.

Zbliżały się najcieplejsze godziny dnia a spalenie się nie było w naszym planie, więc postanowiliśmy ruszyć dalej, do Ciudad del Carmen. Kontynuowaliśmy naszą wędrówkę poza turystycznym szlakiem.

 

Plaża w Ciudad del Carmen

To, co przeszkadzało nam na plaży (szum aut), pozwolił cieszyć się pięknymi widokami z autobusu. Turkusowa woda niemal po horyzont uprzyjemniała nam podróż. Jak widać punkt widzenia zależy dosłownie od punktu siedzenia.

Plaża w Ciudad del Carmen okazała się o wiele szersza i przez to przyjemniejsza. Zamieszkaliśmy zaraz obok Playa Norte w absolutnie najpiękniejszym pokoju na naszej trasie. Dosłownie 5 minut od plaży. Ponownie mieliśmy szczęście do pięknego zachodu słońca.

Ciekawa była plaża. Wody zatoki wyrzuciły na brzeg miliony muszli. Było ich tak wiele, że trudno chodziło się bez klapek wzdłuż plaży. Kawałek dalej, gdzie postanowiliśmy się położyć miał muszlowy był przyjemniejszy w dotyku i wyglądał tak.

Ten fragment wybrzeża polecam szczególnie tych, którzy chcieliby zejść z utartego turystycznego szlaku. Zdecydowanie nie są to najpiękniejsze plaże Meksyku. My jednak bardzo miło spędziliśmy tu czas. Brak milionów bodźców i miejsc do odwiedzenia sprawił, że mieliśmy więcej czasu dla siebie 🙂

Jutro opowiem Wam więcej o Ciudad del Carmen, mieście zrodzonym z ropy. Do zobaczenia o 18:00!

Przeczytaj również

Close