Nasza podróż przyspieszyła. Niekoniecznie z naszej woli. W ciągu 30 minut musieliśmy się spakować, a na dworcu taksówkarz postanowił odjechać z naszą kasą. Jedziemy do Mexico City!
Game changer
Mieliście kiedyś tak, że wszystko wygląda idealnie, relaksujesz się po całym dniu, czytając i oglądając filmy, a tu nagle dzieje się coś, co wywraca cały ten spokój do góry nogami? Coś takiego przydarzyło się nam w piątek.
Planowaliśmy ruszyć z Ciudad del Carmen bezpośrednio do stolicy. Dystans jest spory (ok. 1000 km), więc aby nie tracić całego dnia, postanowiliśmy wziąć nocny autobus. ADO oferuje bardzo komfortowe połączenia.
Przez cały dzień próbowaliśmy kupić bilet przed stronę i aplikację, ale za każdym razem wyskakiwał błąd (mimo że już wcześniej kupowałem bilety w ten sposób). W końcu udało się zapłacić PayPalem, ale gdy otrzymaliśmy bilet, zamurowało nas. Okazało się, że na bilecie widnieje inna data – zamiast 9.02. pojawił 8.02, czyli właśnie ten wieczór. Nie wiemy, jak to się stało. Czy to jakiś błąd systemu, czy nasze przeoczenie.
Była 21.00, mieliśmy opłacony hotel i 1,5 h do odjazdu autobusu. W 15 minut musieliśmy podjąć decyzję, co robimy dalej. Niespecjalnie uśmiechało nam się pakowanie wszystkiego. Mieliśmy piękny pokój, a alternatywą dla tej nocy był autobus.
Jak się człowiek oswoi z myślą o wygodnym noclegu, to trudno z niej zrezygnować. Z drugiej strony, zapłaciliśmy już za bilety, a autobusy w fajnym standardzie, na długim dystansie, kosztują sporo. Decyzja nie przyszła łatwo, ale pojechaliśmy.
Taksówkowa przygoda
Ekspresowo, w 25 minut, spakowaliśmy nasze plecaki i byliśmy gotowi. Pani z obsługi hotelu pomogła nam złapać taksówkę na ulicy. Kierowca od początku był osobliwy. Z jednej strony z nami rozmawiał, z drugiej postanowił zabrać jeszcze znajomego po drodze. W każdym razie znaliśmy miasto na tyle, że byliśmy pewni, że zamierzamy na terminal autobusowy. Cały czas byliśmy też podenerwowani historią z zakupem biletu na autobus i ekspresowym odpuszczeniem hotelu.
Gdy dojechaliśmy, wypakowaliśmy nasze bagaże na postoju taksówek i chcieliśmy zapłacić. Miałem jedynie większy banknot, stanowiący 5-krotność ceny przejazdu. Kierowca powiedział, że musi rozmienić kasę, po czym dosłownie w kilka sekund wsiadł do auta i z piskiem opon odjechał. Pobiegłem za samochodem i uderzyłem w szybę, chcąc tym samym zmusić go do zatrzymania. Bezskutecznie.
Czegoś takiego się nie spodziewałem. Nie w miejscu publicznym (scenę widziało kilkanaście osób). Skupienie na bagażu uśpiło naszą czujność. Do tej pory spotykaliśmy samych pomocnych ludzi, a tu taka sytuacja. W kontekście wszystkich wydarzeń tego wieczoru poczuliśmy się bezradni.
Miejscowi kierowcy zapamiętali jednak numer taksówki. Pomogli również zatrzymać policję. Zgłosiliśmy sprawę, numery taksówki zostały nadane przez radio. Policjanci powiedzieli, że ukarają kierowcę. Do odjazdu było niecałe 30 minut, więc ruszyliśmy na dworzec.
Wypadki tego wieczoru nieco pozmieniały plany blogowe. Jutro i pojutrze na bloga trafią teksty o poszukiwaniu najlepszych plaż nad Zatoką Meksykańską oraz mieście narodzonym z ropy – Ciudad del Carmen. Później opowieść przeniesie się do Mexico City, dokąd właśnie jedziemy. Do zobaczenia jutro o 18:00 🙂
