Pierwszy dzień upłynął nam na plażowaniu. Po dwóch dobach w podróży chcieliśmy trochę pochillować w turkusowej wodzie na pięknej plaży. Wybraliśmy się również na pierwsze uliczne tacos.
Przebudzenie
Dzień w Cancun zaczął się bardzo wcześnie. Obudziliśmy się sporo przed świtem. Na zegarku była 6:00 rano, ale nasze ciało zupełnie nie brało tego pod uwagę. W Polsce była 12:00 (przesunięcie w stosunku do Cancun wynosi 6h) i w tym rytmie ciągle funkcjonowało. Dostosowanie pobudek i godzin posiłków zajmuje nam zwykle kilka dni.
Cel na ten dzień był prosty – spędzić go fajnie na plaży. Postanowiliśmy ruszyć więc do najbardziej turystycznej części miasta “Zona Hotelara”, gdzie znajduje się większość hoteli i oczywiście najpiękniejsze plaże (lokalny autobus R-1, R-2; przystanek niedaleko dworca ADO).
Najpiękniejsze plaże Cancun (Zona Hotelara)
Generalnie stosunkowo rzadko zdarza nam się leżeć cały dzień na plaży. Postanowiliśmy więc pospacerować wzdłuż wybrzeża (można przejść całe wybrzeże od Hotelu Oasis do Riu Palace, niektóre fragmenty są kamieniste). Pogoda była idealna: 26 stopni, lekki wiaterek, słonecznie.
Miejscowi w rozmowach narzekają na chłód (gospodyni stwierdziła z typową dla ludzi w Meksyku przesadą, że wieczorem umiera z zimna). Podobnie turyści, będący na all inclusive (temperatura w ostatnich dniach spadała wieczorem do 16 stopni). Dla nas na pierwszy dzień było w sam raz. Oto kilka ujęć 🙂

Nie ma nic piękniejszego niż siedzenie na bialutkim piasku, gdzie karaibska woda oblewa cię rytmicznie i patrzenie na pocztówkowy turkus przed sobą. Do tego piwko i człowiek zaczyna marzyć o znalezieniu bezludnej wyspy albo mniej zaludnionego kawałka wybrzeża dla siebie.
Najpiękniejsze były plaże przy hotelach marki Riu (jest ich kilka). Szczególnie polecamy te znajdujące się po obu stronach Hotelu Riu Palace. Gdybyście jednak wśród masowej turystyki chcieli znaleźć trochę lokalności, to w okolicach przystani łodzi na Isla Mujeres jest kilka lokalnych barów (poznacie je po prostych plastikowych krzesłach i stołach; niektóre mają świetny widok).

Gdybyście byli w tych okolicach to Lorena, u której nocowaliśmy, poleca następujące plaże:
- Playa Delfines
- Playa Marlin
- Playa Caracol
- Playa Tortugas
- Playa Langostas
Najlepsze tacos w Cancun
Lorena okazała się kochaną kobietą, która przyjęła nas bardzo ciepło. Nie tylko wyjechała po nas na dworzec autobusowy, ale także przesłała nam całą masę przydatnych informacji. Jej Casa del Arbol to świetne miejsce na początek wyjazdu. Jeśli nie oczekujecie luksusów, to zdecydowanie polecamy. Akurat było pusto, więc zamiast pokoju dała nam całe mieszkanie.
Wieczorem zabrała nas na najlepsze tacos w Cancun. Taquitos de la yaxchilán okazało się po prostu ulicznym stoiskiem z jedzeniem. Na bocznej ulicy rozstawiły się trzy punkty z tacos i tortas (kanapki że sporą ilością mięsa). Kukurydziane tortille zostały wypełnione mięsem, a dodatki i sosy każdy nakładał wg. uznania. To dobre rozwiązanie na początek, gdyż można dobrać ostrość do swoich możliwości.

Wiele osób, które znam i podróżują, mają obiekcje dotyczące jedzenia ulicznego. My mamy dwie zasady – jemy tam, gdzie jest sporo lokalsów a jedzenie wygląda smacznie. Bardzo polecamy to miejsce! Jeśli lubicie mięsne kanapki (tortas), to bardzo polecam tortas zaraz obok przystanku lokalnych autobusów w kierunku Zona Hotelara (trzy minuty od terminala autobusowego ADO). Jadłem tam trzy lata temu i mogę tylko potwierdzić jakość 🙂

Chcieliśmy zostać w Cancun jeszcze jeden dzień i kontynuować chillowanie. Okazało się jednak, że ma padać, więc pozostanie w Cancun nie miało sensu. Postanowiliśmy wyruszyć do Valladolid.
