fbpx

MDB #12: Campeche – ładna architektura bez ducha

przez Piotr Łącki

Centrum Campeche jest naprawdę ładne, ale brakowało nam tam energii i duszy. Ciekawa historia i koloniana architektura sprawiły, że miasto jest na liście UNESCO, ale daleki jestem od polecania go na więcej niż kilka godzin.

Tam, gdzie dostatek, będą i piraci

Campeche to miasto z innej bajki. Pastelowe budynki, ulice wyłożone kostką brukową, stare miasto otoczone murami oraz piękne rezydencje przypominają kolonialną historię miasta.

Bastiony i forty miały chronić główny port Jukatanu przed atakami piratów. Ich budowę zarządził król Hiszpanii po masakrze mieszkańców Campeche w 1663 roku. Jednak Zatoka Meksykańska stała się wolna od piratów dopiero ponad pół wieku później. Część fortyfikacji można zwiedzać. Za drobną opłatą można wejść na mury miejskie (przez bramę Puerta de Tierra).

 

 

Campeche – miasto bez ducha

By najpełniej cieszyć się klimatem miasta, zdecydowaliśmy się zamieszkać w samym centrum, dosłownie 100 metrów od katedry. Łączność z przeszłością podkreślała nazwa naszego hotelu – Ah Kim Pech to nazwa osady Majów, która znajdowała się na tym miejscu przed podbojem Hiszpanów.

Dojechaliśmy tam mocno głodni i postanowiliśmy wybrać się na jakieś lokalne jedzenie. Znalezienie comedora z lokalnym jedzeniem około 16.00 okazało się niemożliwe. Przeszliśmy prawie wszystkie ulice zabytkowego centrum i większość z nich była pusta. Życie koncentruje się na jednej ulicy (Calle 59). Tam jest spora część barów i restauracji dla turystów.

Im dłużej chodziliśmy po centrum, tym coraz bardziej utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że mało kto mieszka w historycznym starym mieście. Nasze przypuszczenie potwierdziło się, gdy zobaczyliśmy architekturę z murów miejskich. W wielu przypadkach istniała tylko ściana frontowa z drewnianymi okiennicami (wszystko ładnie pomalowane), za którą nie było nic.

Wieczorem, gdy przechodziliśmy przez główny plac, widzieliśmy tam może ze 20 osób i nie było nawet jednego sprzedawcy jedzenia. Zwykle zócalo tętnią życiem, a tu wiało pustką. Piękna architektura jest w tym wypadku pozbawiona duszy.

Campeche jest fajne na kilka godzin. Warto dojechać popołudniu, wieczorem przejść się promenadą (zwaną tutaj malecón), rano na targu kupić świeże owoce na śniadanie, wejść na mury, zrobić trochę ładnych zdjęć, wypić kawę i jechać dalej. Nam brakło argumentów, by zostać dłużej.

 

Bez żalu opuściliśmy więc Campeche, a że jeszcze nie mieliśmy okazji porządnie poleżeć na plaży, postanowiliśmy pójść za radą miejscowych i pojechać do Sabancuy. Jutro relacja z wybrzeża.

Przeczytaj również

Close