El camino – droga
Obudziłem się jakieś 100 kilometrów przed México City (skrót używany w Meksyku to CDMX). Była to już 13. godzina jazdy autobusem z Ciudad del Carmen. Nagle zauważyłem coś niespodziewanego. W miejscu, gdzie u nas znajduje się pas awaryjny, asfalt miał nietypowy kolor. Był ciemnoczerwony. Bardzo podobny do koloru naszych ścieżek rowerowych. I maszerowali nim ludzie.
Widok ludzi na autostradzie mocno nas zdziwił. Ten typ drogi wymyślono w Niemczech, aby nie plątały się po nim żadne inne stworzenia niż konie mechaniczne. A tu małymi i większymi grupkami szli ludzie. Na zewnątrz było pod 30 stopni, a oni zakryci od stóp do głów maszerowali w kierunku stolicy. Co jakiś czas towarzyszyły im samochody rozdzielające wodę. Ludzie nieśli ze sobą obrazy i sztandary. Okazało się, że to ścieżka dla pielgrzymów zmierzających do Guadalupe, największego sanktuarium maryjnego na świecie (12 mln pielgrzymów rocznie).
Wiara objawiona prostaczkom
W ciągu ostatnich 10 miesięcy odwiedziliśmy już drugie święte miejsce dla katolicyzmu. W kwietniu byliśmy w Fatimie w Portugalii. W obu przypadkach nie sposób nie zauważyć pewnych analogii. W obydwu miejscach, wg tradycji Kościoła katolickiego, Matka Boska ukazała się prostym ludziom – trójce dzieci w przypadku Fatimy oraz prostemu Indianinowi Juanowi Diego na wzgórzu Tepeyac w Nowej Hiszpanii, jak nazywano ziemie zajęte przez Cortésa.
Działo się to w grudniu 1531 roku. Czas był dla tej części świata przełomowy. Zaledwie 12 lat wcześniej hiszpański konkwistador Hernán Cortés wylądował w okolicach dzisiejszego Veracruz. Nakazał zniszczyć statki (nie było drogi odwrotu) i wyruszył na podbój imperium Azteków. Początkowo przewaga miejscowych wynosiła 10 000 do 1. Dwa lata później Cortés zwyciężył. Nowy władca zakazał składania ofiar z ludzi, w czym lubowali się Aztekowie. W ich miejsce wprowadzano jedyną słuszną dla Hiszpanów religię – katolicyzm.
W przypadku Juana Diego wszystko przebiegało bardzo szybko, bo w ciągu zaledwie 4 dni. W tej historii pojawił się również czarny charakter, a właściwie niedowiarek w postaci biskupa Zumárragi. W skrócie – Matka Boska ukazała się Juanowi Diego i poprosiła o budowę świątyni jej poświęconej na miejscu ich spotkania. Biskup nie uwierzył Indianinowi i zażądał dowodu w postaci róż (nie rosły w tych okolicach, w surowym klimacie). Matka Boża przekazała róże Juanowi Diego, a gdy je zaniósł biskupowi, okazało się, że na jego ponczo odbił się jej wizerunek. Ten sam, który pragną zobaczyć pielgrzymi wyruszający do Guadalupe.
Wydarzenie to jest najstarszym objawieniem maryjnym oficjalnie uznanym przez Kościół katolicki. Niektórzy w tym miejscu dodają, że cała historia mocno ułatwiła wprowadzenie katolicyzmu wśród rdzennych mieszkańców tych ziem i wątpią w jej prawdziwość.
Niedziela w Guadalupe – jak to wygląda?
Skromny kościół, początkowo wybudowany na miejscu objawień, szybko przestał wystarczać. Obecna bazylika może pomieścić 10 000 pielgrzymów! W niedzielę, gdy dotarliśmy do Guadalupe, co godzinę odbywała się msza święta. Nie było nawet opcji na zajęcie miejsca siedzącego.

Kolejne grupy pielgrzymów wielkim tunelem schodziły pod ołtarz (w czasie liturgii), by z ruchomych taśm (takich jak na lotniskach) obejrzeć choć przez kilka chwil popatrzeć na szatę, na której wg tradycji odbił się wizerunek Matki Bożej. Potem tunelem wychodziło się na powierzchnię i można było opuścić bazylikę.

Wszędzie można znaleźć wspomnienia Jana Pawła II – pomniki, tablice, portrety. Nie ma w tym nic dziwnego. To on najpierw beatyfikował, a później kanonizował Juana Diego (chwilę na ten moment czekał). Wszystko działo się w czasie jego kolejnych pielgrzymek do Meksyku. Papieża witano hasłem: México siempre fiel (Meksyk zawsze wierny).

Nam architektonicznie podobała się stara bazylika. Zarówno pod względem formy, jak i wyposażenia prezentuje się o niebo lepiej niż wielka betonowa hala nowej bazyliki. Potrzeba jest jednak matką wynalazków. 12 mln pielgrzymów rocznie wymaga stworzenia odpowiednich warunków. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jakie tłumy pojawiają się tu 12 grudnia – w rocznicę objawień.

Całe miejsce robi niezwykłe wrażenie, choć nie są to emocje proste i jednoznaczne. Z jednej strony niesamowite wrażenie robi żarliwość ludzi, którzy nie patrząc na niedogodności (w dzień słońce pali, nocą w CDMX temperatura spada do 8 stopni; miasto leży na 2240 m n.p.m.), wyruszyli w drogę, by dotrzeć przed oblicze Matki Boskiej z Guadalupe.


Z drugiej strony krzewienie katolicyzmu przez przybyszów z Hiszpanii odcięło Indian od ich tradycji i dawnych wierzeń. Nowa religia odcięła ich od korzeni. A wprowadzenie nowej wiary często odbywało się w sposób brutalny. W jaki sposób nowi przybysze podchodzili do miejscowych, świadczy fakt, że dopiero w 1537 roku papież Paweł III stwierdził, że Indianie są ludźmi. Powiązanie misji i kolonizacji, a więc Kościoła z państwem, przyniosło owoce mocno kontrowersyjne.

Niezależnie od interpretacji tych wydarzeń oraz zapatrywań religijnych i światopoglądowych, uważam, że warto zatrzymać się tu na chwilę i spróbować zrozumieć fenomen tego miejsca. Na zobaczenie całego kompleksu warto przeznaczyć minimum 2-3 godziny.
