fbpx

MDB #10: Merida – perła Jukatanu

przez Piotr Łącki

Zazwyczaj miasta w Ameryce Środkowej i Południowej nie są głównymi celami naszych podróży. Merida, choć sporych rozmiarów, bardzo przyjemnie nas zaskoczyła. Warto spędzić tu niedzielę 🙂

 

Merida

Merida jest w drugiej dziesiątce największych miast w Meksyku. Oficjalna liczba mieszkańców wynosi ponad 800 tysięcy. Choć trzeba przyznać, że będąc w centrum, w ogóle nie jest to odczuwalne. Dominują stosunkowo niskie, głównie dwupiętrowe budynki. Miasto za to ciągnie się kilometrami.

 

Merida powstała na miejscu dawnego miasta Majów. Podobno Hiszpanom kamienna architektura rdzennej ludności wydała się podobna do tej pozostawionej przez Rzymian w hiszpańskiej Meridzie, stąd nazwa. Spotkany Brytyjczyk, żyjący w Meridzie od 4 lat, twierdził, że statystycznie jest to najbezpieczniejsze miasto w Meksyku.

Najlepszym dniem na odwiedziny w Meridzie jest niedziela. Centrum miasta jest wtedy zamknięte dla samochodów i trwa tam całodzienna fiesta. Ulica staje się sceną, na której występują lokalni artyści, a wieczorem w rytm muzyki na żywo ruszają do tańca mieszkańcy. Tego dnia odbywa się również jarmark rękodzieła, a liczni sprzedawcy oferują całą gamę przekąsek i dań z garkuchni. My trafiliśmy na jeszcze więcej wydarzeń – triathlon, transmisję finału Super Bowl oraz świętowanie chińskiego Nowego Roku (witamy w roku świni :-D).

Po intensywnych czterech dniach od przylotu postanowiliśmy niespiesznie odkrywać miasto, przy jednoczesnym uzupełnianiu kalorii miejscowymi smakołykami. To był bardzo przyjemny dzień. Oto najciekawsze miejsca, które zobaczyliśmy. La Plaza Grande Główny plan miasta. Na dobrą sprawę, w niedzielę atrakcji jest tu tyle, że można na placu i w jego bezpośrednich okolicach spędzić przynajmniej kilka godzin. Kilka budynków pełni rolę muzeum i można je odwiedzić za darmo.

 

Merida – co warto zobaczyć?

La Casa de Montejo – jeżeli kogoś ciekawią podboje Hiszpanów na Jukatanie, to nazwisko Montejo jest tutaj kluczowe. Było ich trzech i… wszyscy nazywali się tak samo: Francisco Montejo. Dzieło podboju rozpoczął ojciec, kontynuował syn, a skończył kuzyn. Wnętrza dają pojęcie o stylu życia wyższych sfer w XIX wieku. Szczególne wrażenie robi jadalnia.

El Palacio del Gobierno – piękny dziedziniec z podcieniami. Główne atrakcje na pierwszym piętrze. Szczególnie sala reprezentacyjna robi olbrzymie wrażenie rozmiarem i zdobieniami. Obrazy na ścianach opowiadają historię Jukatanu, ze szczególnym uwzględnieniem dramatycznej sytuacji ludności rdzennej. Można sporo dowiedzieć się o spostrzeganiu świata przez Majów. Bardzo ciekawe miejsce.

La Catedral – tradycyjnie, warto odwiedzić katedrę. Ta w Meridzie zaskakuje renesansową formą i prostotą wyposażenia. Olbrzymi krzyż na łuku tęczowym ma być symbolem pojednania między Majami a hiszpańskimi konkwistadorami.

Skwery – w centrum Meridy znajdziecie wiele parków kieszonkowych. Zajmują może 1/4 kwartału, a zacienione ławki dają wytchnienie w upalny dzień. Nam najbardziej spodobał się park na skrzyżowaniu Calle 59 i 60 oraz jedną przecznicę dalej (Parque Santa Lucia). W tym drugim zjedliśmy najlepszy sorbet mango i lody kokosowe w życiu. Fajne jest to, że na placach obok eleganckich restauracji można znaleźć ulicznych sprzedawców, serwujących tacos czy tortas. Bardzo egalitarnie.

Paseo de Montejo – w XIX wieku ambicje miasta były na tyle duże, że postanowiono stworzyć reprezentacyjną, wielkomiejską aleję. Nazwano ją w najbardziej uniwersalny sposób, od nazwiska Montejo. Piękne wille i pałace świadczą o zamożności mieszkańców w tamtych czasach. Urokliwe miejsce na popołudniowy spacer. Warto zajrzeć do fabryki czekolady.

Jedzenie – odkrywanie sprawia, że człowiek robi się głodny. Z drugiej strony temperatura powoduje, że ciało odmawia dużych posiłków. Przekąski i owoce idealnie wypełniają tę przestrzeń. Nie mogło zabraknąć churros oraz marquesitas (cienki jak naleśnik, smak ciasta przypomina gofra, a struktura wafla do lodów). Hitem w upale był jednak kokos, którego przemiły sprzedawca otworzył zakrzywioną maczetą, by później wydobyć dla nas przepyszny miąższ.

Jutro jedziemy do Celestun. Czeka nas jeden z highligtów wyjazdu – oglądanie flamingów 😀 Zapraszam na bloga o 18:00 🙂

 

Przeczytaj również

Close